Pierwsze zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Lublinie zawierające skrótowy opis najbardziej jawnych nieprawidłowości w Bractwie Miłosierdzia oraz obfity materiał dowodowy złożone przeze mnie, oraz osobne przez Danutę Garbacką i Artura Zabłotnego.
Jak zostałem ukarany za uczciwość

Byłem w szoku !! Nie dowierzałem w to, co się wyprawia na tej sali sądowej.
Ogrom kłamstw, podłości i czystego zła mnie przytłoczył.
Bandyci, którzy latami okradali najbardziej potrzebujących w Lublinie i za to powinni już dawno siedzieć w więzieniu, bez żadnej obawy składają przeciwko mnie absurdalne fałszywe zeznania. Rozumiem, zemsta złodziejskiego układu;
Ale to, co odpierdolił tzw. sąd pracy, to przechodzi już ludzkie pojęcie!
Wiele czasu i zdrowia poświęciłem, aby banda cwaniaczków pod płaszczykiem Bractwa Miłosierdzia przestała okradać najbiedniejszych oraz darczyńców.
Jednak od samego początku system panicznie starał się wyciszyć całą aferę,
a po tym jak kler wysłał swojego adw. Bartłomieja Barańczuka, wszystko zostało starannie zamiecione pod dywan.
Mafia klasycznie wytypowała sobie kozła ofiarnego Monikę Siwko, doprowadzając do niewyjaśnionej śmierci jej jedynego syna.
Na mnie natomiast skupiła się złość całego systemowego bezmiaru niesprawiedliwości, gnębiąc mnie i zastraszając za to, że ośmieliłem się zakłócić ich katolickie geszefty.
Nigdy, przenigdy w takich sytuacjach nie szukajcie pomocy i sprawiedliwości w tzw. sądach, bo to jest ostatnie miejsce, gdzie można ją znaleźć !!
Mega szybki kontekst:
- Podejmuję pracę na stanowisku informatyka w Bractwie Miłosierdzia im. Brata Alberta w Lublinie.
- Z czasem zaczynam odkrywać, że to stowarzyszenie jest jawnie okradane przez swój zarząd i popleczników, a działalność dobroczynna jest tylko przykrywką.
- Nie chcąc uczestniczyć w okradaniu najbiedniejszych postanawiam zakończyć pracę w tym diabelskim miejscu. Jednak Danuta Garbacka oraz pozostali pracownicy i wolontariusze proszą mnie, abym został i pomógł im to naprawić. Niestety zgodziłem się zostać i przedłużyć umowę o pracę.
- Przez ponad 2 lata razem z Danutą Garbacką, która jako kasjerka miała dostęp do systemu Subiekt, gromadziliśmy niepodważalne dowody na przestępczą działalność zarządu na ogromną skalę.
- Nie widząc innego wyjścia, za radą Artura Zabłotnego (członka Bractwa) postanowiliśmy złożyć oficjalne zawiadomienia do prokuratury.
- Nieudolne i celowo głupie działania prokuratury i policji prowadzą do aresztowania TYLKO części zarządu, dając tym samym nieograniczone możliwości do mataczenia i zacierania śladów przez ich kompanów.
- Niearesztowana część zarządu szybko uzupełnia swój skład o wyjątkową kanalię Monikę Zielińską, która pierwszego dnia na stołku prezesa z powodu nieukrywanej zemsty wyrzuca mnie z pracy. Danuta Garbacka tego samego dnia odchodzi razem ze mną z pracy.
- Nie byłoby może w tym nic nadzwyczaj dziwnego, tym bardziej że policjanci z Komendy Miejskiej w Lublinie ostrzegali nas, że zostaniemy zwolnieni z pracy, ale nigdy do głowy by mi nie przyszło, że „sąd pracy” w osobie SSR Marty Łopuszyńskiej w tak do bólu oczywistej sprawie (!!), celowo pomijając liczne niepodważalne fakty i dowody, stanie po stronie przestępców…!!
Chronologiczny skrót przestępczego działania bandytów w togach i nie tylko…
Policjanci z Komendy Miejskiej podczas jednej z wizyt w biurze na ul. Zielonej, oferują mi oraz Danucie Garbackiej pomoc w znalezieniu pracy w Policji, ponieważ przewidują, że w ramach zemsty za ujawnienie przestępczej działalności w miejscu pracy, zostaniemy przez pozostałą na wolności część zarządu Bractwa Miłosierdzia zwolnieni z pracy.
Adam Janasz, Monika Zielińska oraz Przemysław Filipek w dniu poprzedzającym walne zgromadzenie stowarzyszenia w panice szukają, namawiają i przyjmują siedmiu nowych członków Bractwa. Wszystkie te osoby były pracownikami „ProBono” sp. z o.o., która to spółka według mojej wiedzy służyła głównie do wyprowadzania pieniędzy z Bractwa Miłosierdzia.
Pomimo moich protestów i apelowania do członków Bractwa o uczciwość i rozsądek, na nadzwyczajnym walnym zgromadzeniu, przewagą głosów namówionych poprzedniego dnia do tego celu pracowników „ProBono”, zostaje powołany „nowy” stary zarząd składający się z przestępców, którzy brali udział w wieloletnim okradaniu najuboższych i darczyńców:
Monika Zielińska – prezes,
Adam Janasz – skarbnik,
Przemysław Filipek – sekretarz.
Pierwszą decyzją samozwańczej prezes Moniki Zielińskiej było wręczenie mi z nieukrywaną złością wypowiedzenia umowy o pracę.
Danuta Garbacka natychmiast prosi Zielińską o takie samo wypowiedzenie; nie otrzymuje takowego, ale nie wyobrażając sobie pozostania samej w gronie atakujących ją przestępców, razem ze mną odchodzi z pracy w biurze przy ul. Zielonej.
Ja oraz Danuta Garbacka otrzymujemy od policjantów / prokuratora propozycję powrotu do pracy. Oczywiście w danej sytuacji nie było możliwe przyjęcie tej dziwnej propozycji. Mimo wszystko doceniam ten ludzki odruch sumienia, ponieważ policjanci, z którymi mieliśmy dobre relacje, dobrze wiedzieli, że złodzieje wygrali, a my zostaliśmy na bruku…
Za radą prowadzącego postępowanie prokuratora Piłata złożyłem zawiadomienie uzupełniające do prokuratury opisujące obecną, coraz bardziej patologiczną sytuację w Bractwie oraz okoliczności mojego zwolnienia z pracy.
Także za radą prokuratora złożyłem do Prezydenta Miasta Lublina Krzysztofa Żuka oraz do Wojewody Lubelskiego Przemysława Czarnka prośby o przeprowadzenie kontroli w podległym stowarzyszeniu OPP.
Prezydent Lublina przekazuje ww. pismo do Wydziału Spraw Administracyjnych, a tam następuje coś, co nie mieści mi się w głowie. Mianowicie, z-ca dyr. Józef Różański, zamiast przeprowadzić nieoczekiwaną i rzetelną kontrolę w podległym mu stowarzyszeniu, wysyła tam moje pismo wraz z listą nieprawidłowości oraz z moimi pełnymi danymi osobowymi !!
Rozwścieczyło to bandziorów skupionych wokół tzw. bractwa miłosierdzia i na ich zemstę nie musiałem długo czekać.
W trakcie okresu wypowiedzenia (!!), na tzw. spotkaniu informacyjnym w Sądzie Rejonowym zostało mi wręczone przez Monikę Zielińską wypowiedzenie „dyscyplinarne”, co już samo w sobie stanowi prawne kuriozum.
Pomimo tego, SSR Marta Łopuszyńska celowo i wbrew prawu nakłoniła mnie do podpisania tego wypowiedzenia, twierdząc że ona i tak uzna to pismo za doręczone. Wtedy chciałem przed sądem wykazać się dobrą wolą, ale teraz tego żałuję, ponieważ złoczyńcom niczego się nie podpisuje!
Tak jak poprzednio, sam napisałem i złożyłem do Sądu Rejonowego odwołanie tym razem od dyscyplinarnego wypowiedzenia mi umowy o pracę.
Na pierwszej rozprawie w Sądzie Rejonowym w Lublinie zgodziłem się, aby postępowania dot. obu odwołań VII P 184/19 oraz VII P 105/19 zostały połączone.
SSR Marta Łopuszyńska przed podjęciem powyższej decyzji okłamała mnie zapewniając, że po ww. „połączeniu” wszystkie kwestie z obu moich odwołań będą rozpatrywane. Później okazało się zupełnie inaczej.
Rozpoczyna się „rozprawa”, a raczej SZOPKA przed Sądem Pracy – festiwal ordynarnych kłamstw i pomówień, zupełny brak odwoływania się do oczywistych dowodów, faktów oraz okoliczności wskazujących na oczywistą zemstę ze strony zarządu stowarzyszenia.
SSR Marta Łopuszyńska, wg. mnie nie miała absolutnie żadnej merytorycznej wiedzy dot. mojego zakresu obowiązków, czyli zagadnień z dziedziny informatyki takich jak: pliki, programy, strony internetowe, etc. Skład sędziowski uzupełniały dwie babcie w wieku ok. 80 lat, które nigdy nie odezwały się nawet słowem i podejrzewam, że zupełnie nie wiedziały, o czym jest mowa.
Zresztą, Monika Zielińska, Adam Janasz oraz Przemysław Filipek, czyli osoby z „zarządu”, które podpisały się pod moim zwolnieniem, także nie posiadały żadnej wiedzy na temat mojej pracy, nie mówiąc już o tym, że te osoby bardzo rzadko w ogóle pojawiały się w biurze na ul. Zielonej.
Po prostu błyskawiczna zemsta po tym, jak sami wybrali się do „zarządu”, która była jednocześnie nauczką dla pozostałych niepokornych.
Łopuszyńska od samego początku celowo coś kombinowała i robiła sztuczne problemy. Pomimo że sama mnie namówiła na połączenie obu spraw, to później z uporem maniaka debilnie się dopytywała, czy należne odszkodowanie ma być jedno, czy dwa ?! Oczywiście chciałem minimum, czyli tylko to, co wynikało z kodeksu pracy. Moją ustną deklarację olała, więc dostała ponownie na piśmie.
Na kolejnej rozprawie wiedziałem już, że cały ten proces przed „sądem pracy” jest ustawioną farsą i nie ma żadnych szans na merytoryczną analizę faktów i dowodów.
Z desperacji wspomniałem więc o tym, że skoro nawet policjanci z Komendy Miejskiej wiedzieli, że zostaliśmy zwolnieni z czystej zemsty i zaoferowali mi oraz Danucie Garbackiej pomoc w znalezieniu pracy w Policji, to powody mojego zwolnienia i odejście Danuty Garbackiej z pracy są absolutnie oczywiste.
Jestem pewien, że nawet kilkuletnie dziecko logicznie połączyłoby powyższe fakty i uczciwie orzekło, kto ma rację, a kto perfidnie kłamie. Jednak skorumpowany „wysoki sąd” po swojemu, czyli za pieniądze pojmuje sprawiedliwość, zupełnie nie interesuje się więc faktami i logiką oraz wyrządzaną uczciwym ludziom krzywdą !!
Niestety, jedynym efektem opowiedzenia przed sądem o ostrzeżeniach i propozycjach ze strony policjantów, było wykasowanie z mojego prywatnego telefonu historii połączeń oraz wszystkich SMS-ów z okresu od 7 lutego 2019 do 6 marca 2019, czyli cały miesiąc dokładnie od dnia zwolnienia mnie z pracy. W ciągu tego miesiąca miałem bogatą historię kontaktów telefonicznych z dwoma policjantami prowadzącymi sprawę, prokuratorem, mediami oraz pracownikami Bractwa Miłosierdzia.
Myślę, że tylko prokuratura i policja ma takie techniczne możliwości, więc podejrzewam, że przestraszyli się przełożonych oraz nadzorcy Barańczuka i postanowili zatrzeć ślady dawnej współpracy i składanych nam propozycji.
Podczas ostatniej rozmowy telefonicznej z jednym z nich dowiedziałem się, że otrzymali od nowego prokuratora zakaz jakichkolwiek kontaktów z nami.
„wysoki sąd” na podstawie tylko i wyłącznie fałszywych i absurdalnych zeznań świadków powiązanych z tą grupą przestępczą, pomijając wszelkie fakty i dowody wydaje skandaliczny wyrok, opowiadając się tym samym po stronie oszustów dorabiających się kosztem najbiedniejszych !!
SSR Marta Łopuszyńska, wiedząc w jakiej sytuacji zawodowo-finansowej mnie przez swój skandaliczny wyrok postawiła, celowo wymierzyła mi dodatkową karę za domaganie się sprawiedliwości – 500 PLN.
W „uzasadnieniu”, za które jeszcze musiałem zapłacić 100 PLN (!!), można było przeczytać dokładnie te same bzdury co w odpowiedzi na pozew strony pozwanej, z tymi samymi błędami w pisowni, dodatkowo wielokrotnie powtórzone metodą kopiuj/wklej.
Zarejestrowałem ustne ogłoszenie postanowienia, gdzie Marta Łopuszańska bezczelnie powiedziała, że „za dużo chciałem…”;
Niedługo opublikuję obydwa.
Na komisariacie policji składam zawiadomienia o popełnieniu przestępstw tj. umyślnego składania fałszywych zeznań (przestępstwa z art. 233 § 1 kk) przez cztery osoby: Monikę Zielińską, Adama Janasza, Renatę Babiarz oraz niestety Danutę Garbacką.
Co ciekawe tylko w stosunku do Danuty Garbackiej zostało wszczęte śledztwo…?
Dlaczego, bo zaufani członkowie mafii: Monika Zielińska, Adam Janasz, Renata Babiarz są dzięki swojej pozycji, póki co nietykalni.
Kolejna klasyka w wykonaniu mafii, czyli wysyłanie ostrzeżeń dla tych nie do końca pokornych: „Uważaj Danuta, bo jak nie będziesz ślepo nam posłuszna, to możesz być narażona na brak naszej ochrony…”
Danuta Garbacka była najbardziej zaangażowana w sprawę ujawnienia udziału osób z zarządu stowarzyszenia w przestępczym procederze oraz z dużym uporem szukała na to dowodów.
Niestety później, po tym jak odeszła razem ze mną z pracy, została poddana bardzo dużej presji ze strony wyżej opisanej grupy przestępczej, ponieważ jako kasjerka i kluczowy świadek była dla nich potencjalnie bardzo niebezpieczna.
Po raz kolejny mafia pokazała swoją skuteczność, ponieważ Danuta Garbacka została w końcu przekabacona i przygotowana do składania w sądzie fałszywych zeznań.
Mój pełnomocnik złożył apelację do Sądu Okręgowego w Lublinie.
Nie do wiary ?!? Pomimo ogromu niepodważalnych dowodów oraz oficjalnych nagrań audio z rozprawy, śledztwo (PR 1 Ds. 914/2020) w sprawie składania fałszywych zeznań zostaje umorzone !!
Z akt sprawy wynika, że Monika Zielińska, Danuta Garbacka, Adam Janasz, Renata Babiarz, którzy przed sądem składali fałszywe zeznania, podczas przesłuchań z art. 233 § 1 kk na policji nie byli nawet zapytani o kluczowe kwestie, które wypunktowałem i udokumentowałem w swoich zawiadomieniach. Oczywiście nie było też mowy o żadnej weryfikacji pod kątem dowodowym.
Sierż. szt. Marcin Styrczula odbębnił krótkie pogadanki w godzinach pracy, prokurator Piotr Michalak przyklepał, a ja zostałem pozbawiony możliwości obrony przed oszustami (!!), którzy swoimi prymitywnymi kłamstwami dali pretekst Łopuszyńskiej do wydania tego haniebnego postanowienia.
Tak działa prokuratorsko-sądownicza mafia. Niewyobrażalne skurwysyństwo !!!
Kolejny pionek mafii SR Artur Jakubanis w świetle dziesiątek niezbitych dowodów, zamiast nakazać prokuratorowi potraktowanie sprawy rzetelnie, radzi mi szukać pomocy w CBA ?!? To za co ty chłopie bierzesz pieniądze !?!
Okazuje się więc, że według Prokuratury Lublin-Północ oraz SSR Artura Jakubanisa, zeznając przed sądem w Polsce, można wbrew faktom i dowodom zupełnie bezkarnie kłamać, a art. 233 § 1 kk jest martwym lub „uznaniowym” przepisem.
W sądzie apelacyjnym SSO Oliwia Caruk-Niewęgłowska z premedytacją opóźnia prawie 10 m-cy wydanie wyroku, z powodu rzekomej konieczności sprecyzowania wysokości ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wypoczynkowy, podczas gdy to wyliczenie było już dawno złożone w Sądzie Rejonowym w formie pisemnego stanowiska procesowego.
Te antyludzkie skurwiele na łańcuchach nawet nie starają się zachowywać jakichkolwiek pozorów, bezkarnie robiąc, co im się podoba (!!!)
Oszustka i złodziejka obojga nazwisk Oliwia Caruk-Niewęgłowska wydaje/kopiuje skandaliczny wyrok z sądu rejonowego, co ciekawe ponownie z tymi samymi błędami w pisowni (!!). Ten bandyta w todze celowo maksymalnie opóźnił(a) cwanymi zagrywkami zakończenie sprawy, tylko po to, aby jeszcze mi dowalić kolejną karę za uczciwość 1530 zł + 100 zł za łaskawie okazany wyrok, czyli stek bzdur wygenerowany metodą „kopiuj – wklej – wydrukuj”.
To naprawdę są debile, którzy oprócz notorycznego kłamania są nauczeni tylko do naciskania: ctrl+c, ctrl+v, ctrl+p, no ale kilkadziesiąt tysięcy pensji za bycie sługusem mafii wpada do kieszeni.
Z uwagi na tragiczną już sytuację finansową, jaką z premedytacją zgotowała mi mafia w Lublinie, nie pozostało mi nic innego jak złożyć wniosek do sądu okręgowego w Lublinie o przyznanie mi adwokata z urzędu do sporządzenia kasacji.
Jak zwykle, czyli po kilku „opóźniających” sztuczkach sądowych, łaskawie wyznaczono mi adwokata z urzędu Jarosława Szymczyka;
Jak się później okaże, zbieżność nazwisk z szefem policji, który na komendzie strzelał z granatnika, być może nie do końca jest przypadkowa 😉
Ten skurwiel nie dość, że nie raczył się ze mną nawet skontaktować w celu omówienia szczegółów dot. kasacji, co było jego psim obowiązkiem. To na domiar złego, niemiłosiernie nakłamał w uzasadnieniu odmowy udzielenia mi pomocy prawnej. Ten oszust jeszcze śmiał stwierdzić, że zwolnienie mnie z pracy nie mogło mieć związku z moimi działaniami, bo miały one miejsce „już po wydarzeniach związanych z wykryciem nieprawidłowości w finansach Stowarzyszenia„ (str. 6).
Ten bezczelny gnojek paradoksalnie jeszcze podpiera się art. 379. k.p.c. gdzie w pkt. 5 możemy przeczytać, że nieważność postępowania zachodzi, „jeżeli strona została pozbawiona możności obrony swych praw” (str. 8).
No właśnie, chodząca szmato Jarosławie Szymczyku na kilka lat pozbawiłeś mnie możności obrony swych praw, a tym samym pozbawiłeś mnie nie tylko złudzeń odnośnie do jakiejkolwiek sprawiedliwości w tzw. sądach, ale skazałeś mnie na egzystencjonalną śmierć głodową…
Tę bitwę sataniści wygrali, w 2022 byłem już wykończony psychicznie bez środków do życia. Chwilami było naprawdę ciężko, bo trzeba przyznać mafii, że potrafi się mścić i była w tym dość skuteczna.
Pomijając już nękanie i zastraszanie ze strony mafijnych służb, to najbardziej zdołowała mnie judaszowa zdrada Danuty Garbackiej, która najpierw mnie w to wszystko wciągnęła, zdobyła moje pełne zaufanie, a potem wszystkiego się wyparła przed „sądem”; Bardzo bolesny nóż w plecy od bliskiej osoby, byłem wtedy załamany…
Koszty sądowe, brak pracy oraz nieuczciwy prawnik Andrzej Hofman (który zamiast mi pomagać, wyłudzał tylko ode mnie bezczelnie pieniądze) sprawiły, że wszelkie moje oszczędności w końcu się skończyły. Pierwszy raz w życiu chodziłem głodny spać.
W maju 2022 złożyłem wniosek o pomoc do MOPR w Lublinie. Niestety nowy kierownik, który teraz rządzi w MOPR przy ul. Startowej, ukrainofil Mikołaj Strumidło, jawnie drwił z Polaków chodzących po śmietnikach, więc i mi dwukrotnie odmówił jakiejkolwiek pomocy finansowej.
Pomimo tego całego zła jakie mnie spotkało, przeżyłem i JESTEM.
Jestem żywym świadkiem i obiecuję wszystkim wymienionym tutaj z imienia i nazwiska, że sprawiedliwość już po was idzie…
W tym miejscu każdy rozsądny człowiek dochodzi do takich wniosków, że w Polsce opłaca się kraść, oszukiwać, kłamać, etc. Natomiast w żadnym wypadku nie należy przeciwstawiać się powyżej opisanym praktykom stosowanym przez zorganizowaną grupę przestępczą, najlepiej odwrócić głowę, nie mówiąc już o zgłaszaniu takich rzeczy odpowiednim organom państwowym.
Żywym na to dowodem jest moja osoba, ponieważ za swoją odwagę i walkę o uczciwość w miejscu pracy zostałem dotkliwie ”ukarany”. Procesowanie się w Sądzie Pracy i związane z tym koszty, wilczy bilet na świadectwie pracy (art. 52 Kp) oraz pandemia koronawirusa (brak pracy) spowodowały, że nie mam obecnie środków do życia.
Natomiast osoby, które bez skrupułów okradały najuboższych, nie poniosły do tej pory adekwatnej, przewidzianej prawem odpowiedzialności i z tego co wiem, mają się całkiem dobrze.






































